Jelczem w Himalaje WB Group Himalaya Expedition - BBA Transport Spedycja Międzynarodowa

Jelczem w Himalaje – za chwilę dalszy ciąg programu!

Wszystko co dobre, szybko się kończy – a czasem nawet szybciej niż powinno. W wyniku zbiegu okoliczności, sytuacji międzynarodowej i Wielkiej Polityki, ekipa Śladami Uczestników jadąca jelczem w Himalaje musiała zawrócić do Polski. Po 36 dniach podróży wyprawa dobiegła końca. Jak przebiegła? Kogo i co po drodze spotkała drużyna? Czy to na ostateczny koniec wyprawy? O wrażenia i przebieg akcji zapytaliśmy jej pomysłodawcę i głównego organizatora, Macieja Pietrowicza.

Śladami Uczestników – wyprawa z Jeleniej Góry do Nepalu

Wyprawa śladami uczestników wyprawy jeleniogórskiej na Annapurnę Południową z 1979 to inicjatywa Macieja Pietrowicza, syna jednego z oryginalnych uczestników. Ma na celu pokonanie tej samej trasy takim samym samochodem (jelcz serii 300), przy okazji realizując założenia edukacyjno-promocyjne i charytatywne. W podróż załoga „jelonka” zabrała ze sobą historię polskiego himalaizmu i pomoc humanitarną dla dzieci z nepalskich domów dziecka. Po drodze brali udział w zorganizowanych wystawach fotografii dokumentującej polskie wyprawy w góry wysokie. U celu zaś, zamiast wspiąć się na najwyższe góry świata, członkowie wyprawy mieli przekazać dary domowi dziecka w Katmandu. Więcej o szczegółach akcji możecie przeczytać w naszym artykule sprzed startu wyprawy.

Ekipie udało się przebyć aż 10 000 kilometrów! Niestety w wyniku licznych komplikacji na trasie nie udało się osiągnąć wszystkich celów… Ale to nie koniec przygody. Zadaliśmy kilka pytań inicjatorowi akcji, Maciejowi Pietrowiczowi. Pytamy o wrażenia z podróży oraz o to, co dalej.

Czym jazda po Europie różni się od jazdy po Azji?

Odpowiadając na to pytanie zacytuję Arka – jedynego kierowcę jelcza podczas wyprawy.

Uwielbiam ten styl jazdy. Ruch jest płynny jak rzeka: każdy się dostosowuje do nurtu i mimo braku reguł na drodze, każdy przesuwa się płynnie do przodu.

Z perspektywy pasażera mogę zaś dodać, że w pełni ufałem kierowcy, zwłaszcza gdy przy otwartym oknie często można było sięgnąć do kabiny ciężarówki jadącej obok nas!

Czy po drodze spotkaliście wielu Polaków? Jacy byli ludzie, których przyszło wam poznać w trasie?

Dosłownie wszyscy napotykani ludzie byli w stosunku do nas bardzo przyjaźnie nastawieni. Wielu Polaków spotykaliśmy jeszcze w Europie, natomiast im bliżej wschodu, tym więcej spotykaliśmy lokalsów. Tam niemal każdy z ciekawością do nas podchodził, wymienialiśmy się doświadczeniem, wsiadaliśmy do ich pojazdów, gdy oni odwiedzali kabinę Jelcza. Niezapomniane doświadczenia!

Który etap podróży stanowił największe wyzwanie?

Granice, granice i jeszcze raz granice. Administracja z urzędami celnymi, odprawa karnetu ATA, „utrudniacza” wyprawy. Narzędzie w teorii mające wszystko ułatwiać, jedynie bardzo komplikowało przejazd. Wyzwaniem było też otwarcie zamkniętej oficjalnie granicy z Iranem, ale to akurat pokazało jak wiele można załatwić w tym kraju. Jest to kraj wielu możliwości i takie właśnie stwierdzenie można usłyszeć w Iranie najczęściej.

Dla równowagi: który etap podróży wspominasz najlepiej?

Bez wątpienia Iran oraz wystawę, którą zorganizowaliśmy w Ambasadzie RP w Teheranie. Przywitali nas tam bardzo życzliwie, a przedstawiciele różnych środowisk z Iranu traktowali nas naprawdę szczególnie. Niesamowite wydarzenie prezentujące Polską historię, a także Polsko-Irańską przyjaźń. Nawiązanie tej współpracy zapoczątkowało nowe możliwości, które we współpracy z Iranem mogą zaowocować już w niedalekiej przyszłości kolejnym wydarzeniem. Na szczególną uwagę w naszej podróży zasługuje też wydarzenie w Ambasadzie RP w Ankarze, gdzie lokalne media również licznie pojawiły się na wystawie nagłaśniając nasz pobyt i historie polskich wypraw.

Widzieliśmy wiele wzmianek o wystawach w polskich mediach, śledziliśmy także relacje live na kanale. A jak przebiegały „na żywo”?

W Iranie do samej Ambasady RP przyszło nas odwiedzić ponad 50 Irańczyków, w tym przedstawiciele mediów, federacji górskiej oraz ministerstwa sportu. Spotkania w części oficjalnej oraz w kuluarach przy pojeździe na długo zostaną przez nas zapamiętane. W Turcji była zaś przepiękna sceneria plenerowa w parku przed budynkiem Ambasady, przy którym zaparkowaliśmy także nasz pojazd. Oba miejsca zapadły nam głęboko w pamięć.

Jako przedstawiciel firmy spedycyjnej nie mogę nie zadać tego pytania: jak żyje się w trasie ponad 30 dni?

Dokładnie 36 dni 😉 Nie da się odpowiedzieć na to pytanie, trzeba się zamknąć w małej kabinie w trzech chłopa i wyruszyć w podróż, aby to odczuć!


Pełną relację z wyprawy znajdziecie na grupie facebookowej inicjatywy oraz na kanale YouTube fundacji Pietrowicz Śladami Uczestników.

[Ocen: 1 Średnio: 5]

Powiązane artykuły

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użycz tych znaczników HTML tagów i atrybutów:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

osiem + 11 =